W podróż z psem

Każdego roku w sezonie urlopowym przy głównych drogach czy w lasach niedaleko dużych miast pojawią się bezpańskie psy, których właścicielom przestało się chcieć opiekować czworonogiem lub zabrakło wyobraźni, aby zaplanować ciekawy wyjazd z psem.

Oczywiście nie z każdym psem da się pojechać wszędzie. Ale przecież wybierając się w podróż z dzieckiem także trzeba uwzględnić jego obecność, wiek, możliwości. Faktem jest, że większość ośrodków wypoczynkowych, hoteli czy pól campingowych nie przyjmuje gości ze zwierzętami, ale przy odrobinie wysiłku można znaleźć miejsca, gdzie my i pies będziemy czuli się znakomicie. Bogata we własne doświadczenia twierdzę, że wyjazd z psem można sensownie zorganizować, a z faktu podróżowania z czworonogiem uczynić atut, a nie przykre ograniczenie.

Wybór kierunku

Zasiadając przed mapą i planując podróże zawsze zastanawiamy się, jak nasz pies zniesie pobyt w wybranym miejscu. Analizujemy temperatury, możliwości swobodnego wybiegania się czworonoga czy popływania. Świadomie rezygnujemy z letnich wyjazdów na południe Europy, gdyż wiemy jak źle nasz berneńczyk znosi choćby polskie upały. Chętniej niż duże metropolie odwiedzamy rejony, gdzie można wędrować po górskich szlakach, odpocząć nad jeziorem czy w lesie. Rajem dla naszego pupila, ale i wielką frajdą dla nas, był wyjazd do Rumunii. Pobyt w tutejszych górach to swoisty powrót do legendarnych klimatów Bieszczadów lat 70.: infrastruktura turystyczna w powijakach, szlaki oznakowane z pewną swobodą, zmuszającą do czujnego kontrolowania drogi, drwale i stosy wypalanego tradycyjnie węgla drzewnego, pasterze, u których można skosztować owczego mleka i serów. W takim otoczeniu urlop z psem jawi się sielankowo. I tak faktycznie jest. Choć warto wspomnieć sytuacje, które przysporzyły nam szczególnych emocji. Nasz berneńczyk, jako pies pasterski, bardzo emocjonalnie reagował na każde stado owiec czy koni. Kilkakrotnie próbował zbliżyć się i wykonywać przypisaną mu przez naturę rolę, ale za każdym razem w sposób zdecydowany acz nie agresywny był pacyfikowany zwykle przez co najmniej cztery zatrudnione już na pasterskim etacie miejscowe psy.

Największym przeżyciem w trakcie naszych górskich wędrówek stało się pokonywanie szlaków gór Apuseni, jednego z bardziej urokliwych pasm górskich Rumunii. Nie są to góry wysokie, a ich największą atrakcją są fascynujące zjawiska krasowe: wielkie pieczary, w których znikają rwące potoki, wywierzyska, wodospady, fantazyjne formy skalne. Fragmenty tras w rejonie schroniska Padis poprowadzone są stromymi skalnymi zboczami, przez jaskinie, gdzie zabezpieczenie stanowią stalowe liny i łańcuchy. Pokonanie części tych tras jest dla psa nie lada problem lub właściwie niemożliwe, tym bardziej kiedy psa - ze względu na jego znaczne rozmiary i wagę - nie da się włożyć np. do plecaka. Nam większość tras udało się przejść choć, co tu kryć, przy sporym wysiłku i pomysłowości w asekurowaniu i zabezpieczaniu czworonoga. Prawdziwą próbą okazało się przejście wąwozu Galbenei. Tu szlak przebiega po łańcuchach przytwierdzonych do pionowej skalnej ściany, wznoszącej się nad rwącym potokiem. Było jasne, że takiej przeszkody nasz pies nie pokona. Pozostała tylko jedna droga: przeprawienie się potokiem. Musieliśmy dokonać tego wspólnie, gdyż nasz pupil mimo, że lubi wodę, wyglądał na przerażonego hukiem pobliskiego wodospadu i za nic nie chciał zmierzyć się z nurtem potoku. Okazało się, że przeprawa nie jest prosta. Woda - lodowata i w wielu miejscach głęboka na ponad półtora metra -skrywała śliskie głazy. Oczywiście nie obyło się bez kąpieli niemal po czubek głowy. Wyjście z wąwozu po stromym zboczu dostarczyło również wiele emocji, podnoszących znacznie poziom adrenaliny. Nagrodą za trudy dnia stało się spotkanie na szlaku z przemiłą rumuńską rodziną i wspólne jedzenie ciorby (gęstej zupy). Nasz berneńczyk przy tej okazji odegrał rolę żywej maskotki, z którą nader chętnie fotografowały się dzieci.

Wyprawa do miasta

O ile pobyt w górach nie wiąże się właściwie z żadnymi komplikacjami, o tyle wyprawa do miasta wymaga więcej zabiegów organizacyjnych. W historii naszych podróży z psem znalazło się kilka europejskich stolic. Przed wjazdem do każdej z nich nasz czworonożny podróżnik miał możliwość wybiegania się, tak aby spokojnie uczestniczyć w zwiedzaniu. Zrozumiałe, że pobyty w muzeach musieliśmy ograniczyć do minimum. Choć gdy w wyjeździe uczestniczą przynajmniej dwie osoby, można i to zorganizować. Kiedy jedna zwiedza zbiory wewnątrz, druga może w tym czasie poznawać z psem okolice. Podczas pobytu w Wilnie tak właśnie zorganizowaliśmy zwiedzanie cmentarza na Rossie. Gdy jedna część grupy poznawała zabytkową nekropolię, druga w towarzystwie psa wspięła się na sąsiednie, porośnięte drzewami wzgórza, z których rozciąga się niezapomniana panorama miasta. Nieoczekiwanie pojawiło się również inne rozwiązanie. Sprzedawcy pamiątek przy bramie cmentarza zaproponowali, aby na czas zwiedzania zostawić czworonoga przy ich straganach. Tu nie skorzystaliśmy z propozycji, ale zwiedzając zamek w łotewskim Cesis, za zgodą kasjerki, zostawiliśmy psa w cieniu drzew, przy kiosku z biletami wstępu do zamku. Miło wspominamy imponujący pałac Pilsrundale na Łotwie. Wprawdzie podczas zwiedzania wnętrz pies pozostał na dziedzińcu, ale na zakończenie obsługa zaprosiła nas już z czworonogiem do pałacowego francuskiego ogrodu.

W samochodzie

Jeszcze zanim kupiłam psa, wiedziałam, że będę chciała z nim podróżować. Temu też została podporządkowana decyzja o zakupie samochodu. A że od początku było wiadomo, że pies skoro ma już być, musi być duży, to i samochód wybrany został niemały. Auto, którym przemieszczamy się, pełni w czasie podróży funkcję domu na kółkach. Po wymontowaniu tylnych siedzeń powstaje w nim obszerna i wygodna powierzchnia do spania, wyłożona materacami, pod którymi mieszczą się skrzynie z bagażem, zabezpieczona z przodu przed przechodzeniem psa na przednie siedzenia, stanowi znakomite legowisko na czas podróży. Nasz berneńczyk był przyzwyczajony do jazdy samochodem już od pierwszych dni pobytu u nas, tak więc wyjazd wakacyjny nie jest dla niego większym stresem. Wręcz przeciwnie, długie godziny jazdy spędza na spaniu, budząc się tylko w czasie przerw na tankowanie. Staramy się wybierać stacje, w pobliżu których jest łąka lub las. Dzięki temu można wyprowadzić i wybiegać psa oraz napoić go. W czasie podróży pies ma na sobie szelki i pozostaje przypięty do mocowania pasów bezpieczeństwa.

Podróż pociągiem

Zdarzało nam się podróżować z psem pociągiem na trasach 5-6 godzinnych. Nie zawsze było to łatwe i proste. Wygodnie, zarówno dla psa jak i współpasażerów, przemieszczaliśmy się pociągami Intercity z wagonami bez przedziałów. W niektórych z nich znajdują się oznakowane miejsca dla osób niepełnosprawnych na wózkach. Jeśli miejsca te były wolne, konduktorzy właśnie je wskazywali. Pies mógł się tam swobodnie położyć i spokojnie przespać całą podróż, a dla innych pasażerów nie stanowił przeszkody. Ale nie zawsze podróż pociągiem była tak wygodna. Zdarzyło nam się jechać w przedziale z kompletem pasażerów. Każdy korzystający z usług PKP wie, że miejsca na wyciagnięcie nóg jest tam niewiele. Jeśli dodać do tego ponad 40-kilogramowego psa, robi się rzeczywiście nieciekawie! Na nasze szczęście trafiliśmy na ludzi bardzo życzliwych, którym sierść psa na spodniach zupełnie nie przeszkadzała.

Na zakończenie warto podkreślić, że podróż z psem może być udana, jeśli tylko zostanie zaplanowana w przemyślany sposób. Podróżując z czworonogiem trzeba uwzględnić nie tylko ograniczenia wynikające z jego cech (wielkość, usposobienie), ale również obecność innych osób w miejscach, które będziemy odwiedzać. Nie wszyscy przecież muszą kochać psy tak jak my. Dlatego przed wejściem do ogródka restauracji czy przedziału w pociągu warto zapytać o zgodę na obecność psa. Oczywiście zdarzyło nam się usłyszeć odmowę. Warto ją uszanować, tym bardziej, że wielokrotnie w takich okolicznościach znajdował się ktoś życzliwy, kto wskazywał inny ogródek, gdzie psy są mile widziane. W pociągu spotykaliśmy pasażerów, którzy pomagali nam znaleźć wolny przedział czy przenieść bagaże.

Wyjazd z czworonogiem wymaga włożenia większego wysiłku w organizację. Z naszego doświadczenia wynika, że pies jako towarzysz podróży pozwala nawiązać ciekawe kontakty, zwykle budzi sympatię i otwiera wiele serc. Przemyślana i dobrze zaplanowana podróż z psem może być fascynującą przygodą.

Lucyna Sak