Szczeliniec wielki

Szczeliniec wielki – czyli najwyższy szczyt Gór stołowych 919m. Zaczęliśmy go zdobywać od strony Karłowa - podobno najdogodniejszego wejścia na szczyt. Po przejściu między straganami z bibelotami, oscypkami i goframi zaczęło się prawdziwe wdrapywanie na wierzchołek.

Droga prowadziła po 665 stopniach, pies dzielnie wchodził pod górę ciągnąc mnie za sobą. Po około 30- 40 minutach marszu dotarliśmy na górę. Na miejscu działa restauracja, a stoliki ustawiono na jednym z tarasów widokowych. Tam też była kasa, pani sprzedająca bilety powiedziała że mamy szczęście bo akurat nie ma żadnej wycieczki na trasie spodobał jej się nasz pupil, którego raczej trudno ukryć ze względu na gabaryty.

Tam zaczynała się wyjątkowa trasa turystyczna.  Przechodziliśmy koło różnistych form skalnych wyglądem przypominających ludzi i zwierzęta był tam Wielbłąd, Mamut, Słoń, Kwoka, Małpa, Pies, Żółw, Sowa, Fotel Pradziada wąskie schody prowadziły przez głębokie wąwozy i korytarze o nazwach przyprawiających o dreszcze-  Piekiełko, Diabelska Kuchnia wszystko to co tworzy labirynt skal. Były tam miejsca wąskie i strome lub przestrzenne i zimne jak piekiełko.

Mimo, że to już lipiec w szczelinach można jeszcze było odnaleźć śnieg. Biały puch w taki dzień kiedy temperatura zbliża się do 30 stopni - bezcenne. Tenderowi najbardziej podobało się właśnie tam choć nie wytarzał się w śniegu, ale przynajmniej było chłodno. Na tej trasie było kilka tarasów widokowych dzięki czemu okolice oglądało się z każdej strony i właśnie na jednym z nich mieliśmy kłopot z psem - schody prowadzące na niego były z metalowej siatki, okazało się że to dla psa było nie do pokonania, bał się wejść na takie schody i za nic nie chciał się przekonać o stabilności tej konstrukcji. Został więc przy wejściu na taras i weszliśmy sami. Później nie było już problemu, wszędzie chodził chętnie może uroki krajobrazowe nie robiły na nim takiego wrażenia jak na nas ale wszyscy byliśmy zadowoleni z tej wycieczki. Droga powrotna z góry była podobna do wejścia, ale prowadziła inną drogą najpierw metalowe schody potem, skalne. Na tych pierwszych psiak schodził ostrożniej ale bez lęku. Wróciliśmy znów na drogę między straganami i barami.